Moja przygoda z Dream Theater

Newsy, muzycy, koncerty
cym
Posty: 3
Rejestracja: 04 paź 2017, 19:20
Imię: Marcin

Moja przygoda z Dream Theater

Post autor: cym » 04 paź 2017, 20:17

Był jakiś rok 2005. Jechałem z kumplem autem i słuchaliśmy Pain of Salvation oraz Dream. Wpadło coś do ucha i tak już pozostało. Po roku spytał czy jedziemy na koncert. No to pojechałem, już 10 razy :D

Awatar użytkownika
olkab
Administrator
Posty: 1433
Rejestracja: 28 wrz 2016, 11:05
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Moja przygoda z Dream Theater

Post autor: olkab » 04 paź 2017, 20:18

cym pisze:
04 paź 2017, 20:17
No to pojechałem, już 10 razy
No już Cię lubię, kolego :mrgreen:
To those who understand, I extend my hand
To the doubtful I demand, take me as I am
Not under your command, I know where I stand
I won't change to fit your plan, take me as I am


:dt: :dt: :dt:

pull me under
Posty: 5
Rejestracja: 12 kwie 2018, 08:10
Imię: Wojtek

Moja przygoda z Dream Theater

Post autor: pull me under » 14 kwie 2018, 10:29

jako że jestem nowy na forum to i ja opowiem jak to się u mnie zaczęło. był to rok gdzieś 2001-2002 siedzimy w akademiku zjarani na maxa i wpada nasz znajomy koleżka (zresztą ówczesny nasz dostawca 8-) o wdzięcznej ksywie Idefix) i siedzimy gadamy piwko popijamy, w tle leci Diabolus In Musica Slayera, a on wyciąga kasetę Falling Info Infiniti i mówi patrzcie co mam. wszyscy jakoś tak bez emocji bo nikt nie znał jeszcze wtedy DT ale mówimy dawaj posłuchamy!! no i on włącza, zaczynają grać ale że towarzystwo ujarane to nikt szczególnie na muzyce się nie skupiał, ot jakiś tam metal w tle leci, może trochę połamany i dziwny na pierwszy rzut ucha. i wtedy zaczyna się Hell's Kitchen, coś mnie tknęło, zaczynam się wsłuchiwać bardziej bo numer się fajnie rozkręca i w pewnym momencie jest tam takie przejście, że dostaję takie ciary na plecy spotęgowane jeszcze wyjaranym ziołem i wypitym piwem że myślę sobie "kurwa mać!!! kurwaaaa mać!!" jakie to jest piękne, jakie czyste, jak tak można wogóle. następnego dnia idę do Idefixa i mówię mu chłopie pożycz tą kasetę co wczoraj przyniosłeś, przychodzę do swojego pokoju, kumple poszli na zajęcia ja akurat miałem przepis z tego przedmiotu więc sam zostałem, włączam kasetę i przepadłem. przesłuchałem od deski do deski i stwierdzam, że to jest ten element, którego mi do tej pory w muzycznym życiu brakowało. zaraz potem zacząłem intensywnie szukać wszystkiego co DT nagrało. z dostępem wtedy do takiej muzyki było u nas ciężko ale miałem znajomego w Niemcach na szczęście. piszę do niego wysyłaj mi wszystko co uda Ci się znaleźć. za dwa tygodnie dostaję paczkę i po otwarciu gęba mi się szczerzy od ucha do ucha, bo w paczce "nowiuśka" zafoliowana kaseta "Images&Words" plus naszywka , jak ja wtedy chodziłem z tą naszywką, jak paw dumny. a potem już internety zaczęły u nas w Polszy lepiej działać. e-mule chodził u mnie 24/7 bo transfer słabiutki, ale pościągałem co się dało. i tak do dzisiaj slucham :D trochę przydługi mi ten wpis wyszedł. pozdrawiam

Awatar użytkownika
Agnieszka
Administrator
Posty: 2637
Rejestracja: 28 wrz 2016, 13:59
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Moja przygoda z Dream Theater

Post autor: Agnieszka » 14 kwie 2018, 21:30

E tam przydługi. Grunt że pełen emocji :D Najczęściej są to długie opowieści powiązane z wieloma wątkami, które ciężko ująć w kilku słowach. Moja przygoda z DT też jest baaaaardzo zawiła i wybitnie emocjonalna. Pół życia musiałabym opowiedzieć. Więc Twój esej przy moim i tak ostatecznie wypadłby bardzo słabo :D
Nobody said it was easy,
no one ever said it would be this hard.

JonasRenkse
Posty: 7
Rejestracja: 16 kwie 2020, 15:33
Imię: Łukasz

Moja przygoda z Dream Theater

Post autor: JonasRenkse » 19 kwie 2020, 13:56

Zaczęło się w 2006, mimo tego, że teraz mam 21 lat xD Stary kupił mi MP4, bym miał na czym oglądać bajki i nie musiał zawracać mu głowy, gdy siedzi przed telewizorem. W momencie, w którym przerzucał mi różne rzeczy z kompa na empechujkę, zaświtała mu kontrolka i postanowił dodać do całości trochę muzyki. Tym „trochę" był „Train of Thought" od deski do deski + parę innych kawałków, jak chociażby totalnie przeruchany „Pull Me Under". Miałem wtedy niecałe 7 lat i nie potrafiłem ogarnąć tej muzyki myślami. Działo się w niej tak wiele. Pietyzm tych utworów i oczywiście wirtuozeria Petrucciego kupiły mnie na wejściu. Nie rozumiałem, że to w ogóle ludzie grają i piałem nad warsztatem muzyków jeszcze parę ładnych lat. Oczywiście to kwestia wieku, niezbyt dużego naówczas obycia, bo dziś przy słuchaniu czegokolwiek mam nieco inne priorytety niż 2137 solówki na sekundę.

Ale żeby nie było: wszystko, co Dreamy wydały do „Train of Thought" to po prostu bardzo dobre płyty (no, może ze „Scenes from a Memory" bym się wahał - tak, tak), których siłą były przede wszystkim dobre piosenki. Dokładnie - dobre piosenki. Nie synkopowe rytmy, nie nieparzyste metrum, a piosenki. Fakt, że ten cały techniczny sztafaż był w Dream Theater jednym z elementów pomagających skomponować klasowy kawałek, nie głównym celem przy jego tworzeniu.

Przeszedłem przez wiele etapów muzycznej podróży. Przez kilka lat słuchałem wyłącznie Dream Theater, później zaczęło się słuchanie thrash metalu w ilościach dalekich od rozsądku, szeroko pojęta ekstrema, by w końcu w pierwszej liceum wyrzucić z głowy wszelkie szufladki i skupiać się na poziomie danego utworu, nie klasyfikacji gatunkowej. Mimo tego wszystkiego, tylu zmian, upływu lat dalej mam do tych przyjemniaczków dużo sympatii - w dużej mierze odbudowanej przez ostatnią całkiem udaną płytę. Może nie wracam do nich za często, nie obgryzam paznokci słuchając solówki w „Another Day", ale, cholera, to od nich zaczęła się moja fascynacja na punkcie muzyki. Gdyby nie Dream Theater pewnie nie zostałbym dziennikarzem muzycznym i nie spełnił wielu - pun intended - marzeń. W związku z tym, gdy równiutko w 19 urodziny przeprowadzałem wywiad z LaBriem do Metal Hammera, w jakiś sposób się wzruszyłem, bo wszystko magicznie zatoczyło swoje koło. Tak bardzo mnie to uradowało, że przez cały ten dzień zapomniałem o tym, jak bardzo go nie znoszę. Ale no - Dream Theater i ja to ciężka miłość. Przechodziliśmy przez etapy naiwnego zakochania, by w końcu nie powiedzieć sobie „cześć" na ulicy, ale zawsze jesteśmy blisko, nawet jeśli siebie unikamy. Tak już jest i będzie chyba do końca.

Awatar użytkownika
Żynicz
Patron
Patron
Posty: 41
Rejestracja: 14 cze 2021, 13:52
Imię: Adrian

Moja przygoda z Dream Theater

Post autor: Żynicz » 15 cze 2021, 12:24

W porównaniu z resztą użytkowników, moja przygoda z Dream Theater wypada bardzo blado - klip do "Pull Me Under" wiele lat temu w MTV i potem po latach demówki 1985-1991 (wydane przez zespół w ramach "official bootlegs"), co już też miało miejsce dość dawno temu. Chyba nawet czasami lubię ich debiut.

Awatar użytkownika
Agnieszka
Administrator
Posty: 2637
Rejestracja: 28 wrz 2016, 13:59
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Moja przygoda z Dream Theater

Post autor: Agnieszka » 15 cze 2021, 12:34

Czasami lubisz? :D
Nobody said it was easy,
no one ever said it would be this hard.

Awatar użytkownika
Żynicz
Patron
Patron
Posty: 41
Rejestracja: 14 cze 2021, 13:52
Imię: Adrian

Moja przygoda z Dream Theater

Post autor: Żynicz » 15 cze 2021, 12:43

Agnieszka pisze:
15 cze 2021, 12:34
Czasami lubisz? :D
Tak, bo jednak nie do końca moje klimaty, choć doceniam warsztat i kunszt DT. Chyba niedługo sobie wrócę do wspomnianych demówek. Nie słuchałem tego wieki, a jest tam parę dobrych patentów - taka nieopierzona (choć już raczej ukształtowana) surowizna z mega-potencjałem ;)

Awatar użytkownika
Mortas
Patron
Patron
Posty: 1637
Rejestracja: 20 paź 2016, 15:36
Imię: Marcin
Lokalizacja: Kościan

Moja przygoda z Dream Theater

Post autor: Mortas » 15 cze 2021, 23:35

Żynicz pisze:
15 cze 2021, 12:24
W porównaniu z resztą użytkowników, moja przygoda z Dream Theater wypada bardzo blado - klip do "Pull Me Under" wiele lat temu w MTV
Moja przygoda z DT też się zaczęła od klipu do Pull Me Under, było to gdzieś na przełomie 92/93 roku. Słucham do dziś z jednym wyjątkiem - The Astonishit :mrgreen:

Awatar użytkownika
blackmailer
Patron
Patron
Posty: 651
Rejestracja: 04 gru 2020, 17:31
Imię: Gruzin
Lokalizacja: Herbaciane pola Batumi

Moja przygoda z Dream Theater

Post autor: blackmailer » 17 wrz 2021, 18:14

W 2013 założyłem z kumplem kapelkę, graliśmy sobie w piwnicy w domu kultury u nas w mieścinie. Oczywiście po przegraniu wszystkich coverów Metalliki jakie mieliśmy w repertuarze siedliśmy i puszczaliśmy sobie muzykę. Z progresem nie miałem wtedy nic wspólnego, słuchałem głównie Metachy i Gunsów. W któreś jesienne popołudnie po próbie kumpel puścił Dance of Eternity. W sumie nie pamiętałem z tego numeru nic, a nic poza tym momentem: https://www.youtube.com/watch?v=MshUFnf ... aicanBambi. Kojarzył mi się z muzyką z kantyny Mos Eisley ze Star Warsów i w sumie tak mi się spodobał ten fragment, że po kilku dniach puściłem sobie znów Taniec. Zażarło, słuchałem wiele pojedynczych numerów, wtedy mając ledwo 15 lat nie miałem jeszcze nawyku słuchania muzyki albumami. Pamiętam, że uwielbiałem The Enemy Inside i bardzo często wracałem do tego wałka, oczywiści PMU było zawsze wysoko w moim kinderskim zestawieniu :D Pierwszy raz na koncercie byłem dopiero w 2019 roku. Potem powtórzyłem na początku 2020 z racji odgrywania w całości Metro II. Jebać sera. Teraz w sumie poza I&W nie wracam do ich twórczości :D Koniec historii.

Awatar użytkownika
Agnieszka
Administrator
Posty: 2637
Rejestracja: 28 wrz 2016, 13:59
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Moja przygoda z Dream Theater

Post autor: Agnieszka » 18 wrz 2021, 11:48

Urzekające :p

Też miałam szał na The Enemy Inside w pewnym momencie. Z tego co pamiętam, tym utworem otwierali koncert w 2014 w Gdyni.
Nobody said it was easy,
no one ever said it would be this hard.

Awatar użytkownika
Seahawk
Posty: 13
Rejestracja: 23 lip 2022, 11:06
Imię: Bartłomiej

Moja przygoda z Dream Theater

Post autor: Seahawk » 25 lip 2022, 12:31

... "Sinusoidalna" to chyba najlepsze określenie jakiego mógłbym użyć co do przygody z nowojorskim kwintetem. Zdecydowanie inaczej zespół ten postrzegam teraz niż wtedy kiedy miałem z nim styczność po raz pierwszy (około 95tego roku). Napewno elementy takie jak nauka gry na gitarze, zainteresowanie produkcją muzyki od strony technicznej czy "tysiace" płyt przesłuchanych, wyrobiło moje zdanie na temat powyższego zespołu.
Generalnie po za debiutanckim wydawnictwem, resztę dyskografii z większym lub mniejszym entuzjazmem "konsumuje". Pomijając produkcje poszczególnych albumow, są w dyskografii "DT" moje ulubione krążki: Black Clouds & Silver Linings , Octavarium, Metropolis Pt. 2: Scenes from a Memory, Images and Words, Awake.
I chyba tyle bo mimo wszystko lepiej jest słuchać muzyki niż się o niej rozpisywać.
"Wypowiedziana czy nie, myśl istnieje i ma swoją moc."

ODPOWIEDZ