Lifting Shadows by LupusUnleashed

Lifting Shadows by LupusUnleashed

 

Rich Wilson - Lifting Shadows (2014)

Każdy ma swój ukochany zespół, którego historię zna na pamięć, razem z wszystkimi płytami jakie kiedykolwiek wydali. Często jednak to, co się wie to nie wszystko, bo przecież nie zawsze się było razem z tym zespołem i często to, co wcześniejsze znane jest w niepełnym świetle. Dlatego sięgamy po biografie swoich ulubionych zespołów, tych które kochamy całym sercem i tych, które darzymy sympatią, choć niekoniecznie należą do naszych ulubionych. W przypadku biografii takiego zespołu jak Dream Theater można by się zastanawiać po co w ogóle o nich pisać, a już zupełnie inną sprawą jest fakt, że to tak naprawdę jedyna książka o tej wybitnej grupie. Sięgnąłem po nią już jakiś czas po premierze i teraz, gdy już opadł kurz po trzecim albumie z Manginim za perkusją, czyli "The Astonishing" pozycja wydaje się być nieco zdezaktualizowana, ale wciąż pasjonująca...

Jak każdy zespół, kiedyś jego historia musiała się zacząć. Nie tylko w konkretnym miejscu, ale tez w konkretnym czasie. Rich Wilson od razu rzuca nas w wir początków przyszłego Dream Theater, inaczej niż w ostatnio przeczytanej przeze mnie (a ostatecznie nie opisanej) książce o Sydzie Barrecie, gdzie opisy miejsc i wydarzeń były bardzo obszerne, a Julian Palacios kunsztownie i poetycko podchodził do sprawy jak gdyby sam był Barrettem, nie bawi się w komentarze i nie wtrąca swojego zdania, a często opiera narrację wokół wypowiedzi poszczególnych muzyków grupy. Mimo to, każdy fragment historii zespołu jest opisany bardzo dokładnie i szczegółowo, rzucając światło zarówno na trudną drogę na szczyt, jak i na dramatyczne wydarzenia krótko, po wydaniu dziesiątego albumu studyjnego, czyli "Black Clouds & Silver Linnings".

Poszczególne rozdziały skupiają się na kolejnych etapach rozwoju grupy, od trudnych początków jeszcze jako Majesty, przez sukces związany z drugim albumem (a zarazem pierwszym z Jamesem LaBrie) przy mikrofonie, czyli "Images And Words" i kryzys związany z odejściem klawiszowca Kevina Moore'a, problemy z nagrywaniem znienawidzonego przez fanów ( i jak się okazuje także zespół) "Falling Into Infinity" (który według mnie wcale nie jest taki zły jak na pierwszy rzut ucha się wydaje), problemy alkoholowe Portnoya, aż do jego odejścia z zespołu i momentu zastąpienia go przez Mike'a Manginiego, którego jedni tolerują, inni szanują tak samo jak Portnoya, a jeszcze inni nienawidzą. Przy każdej płycie poznajemy proces ich powstawania, wpływ jaki miała zmiana Dereka Sheriniana na Jordana Rudessa, a także wydarzenia z życia poszczególnych muzyków na powstawanie tekstów do numerów, które na danych płytach się znalazły. Bardzo ciekawe smaczki w tym wypadku zostały opisane przy wspomnianym juz "Falling Into Infinity", czy przy mojej pierwszej ważnej płycie Dream Theater, czyli "Systematic Chaos" czy przy ostatniej z Portnoyem, czyli właśnie "Black Clouds & Silver Linnings". Bardzo atrakcyjnie są też przedstawione wojaże zespołu z producentami, którzy długo nie pozwalali im na pełną swobodę, ograniczali promocję i w zasadzie robili wszystko, by tylko przeszkodzić w rozwinięciu skrzydeł i stylu.

Styl pisania Wilsona jest lekki i swobodny, kolejne fakty i wypowiedzi muzyków, producentów czy innych związanych z zespołem postaci prowadzą płynną narrację. To, co zwraca w jego stylu pisania uwagę, to bezstronność - nie bierze on niczyjej strony, nie próbuje nam narzucać swojego zdania czy nie wartościuje żadnej z płyt czy koncertu grupy, w tym wypadku podając jedynie fragmenty recenzji i relacji z czasopism czy portali internetowych. To jest moim zdaniem dobre podejście, bo często denerwuje mnie narzucanie swojej opinii czy zdania w książkach biograficznych zespołów, w takim choćby "Prędzej świnie zaczną latać" o Pink Floyd autorstwa Marka Blake'a było to po prostu nie do zniesienia, wręcz miałem wrażenie, że autor nienawidzi grupy o której pisze i robi wszystko, by pokazać, jak bardzo nienawidzili oni siebie samych. Złudne, ale tak właśnie to odbierałem. U Wilsona z kolei podejście jest inne - z szacunkiem, niemal pobożnym, z perspektywy fana, ale jednocześnie z ogromnym wyczuciem, dystansem i bez nadmiernej egzaltacji. Nawet w ostatnim rozdziale, który tylko liźnie temat ostatniej płyty, w chwili wydania w Stanach, czyli "A Dramatic Turn Of Events" brakuje wartościowania Manginiego na rzecz Portnoya, a jedynie zauważa się kunszt zarówno jednego, jak i drugiego muzyka. Wyraża nadzieję na udaną przyszłość zespołu po istotnie dramatycznej zmianie, która dla wielu wciąż jest nie do zaakceptowania. Ja się z tym faktem pogodziłem, lubię Dream Theater takim jakim było i takie jakim jest. Muszę jednak przyznać, zę wiadomą sytuację z Portnoyem z 2010 roku widziałem i wciąż widzę dokładnie tak, jak przedstawia ją Wilson - Portnoy zachował się nieodpowiedzialnie i nielojalnie wobec reszty zespołu (a sam przecież przez lata tak bardzo jej wymagał) i w rezultacie przypominał trochę dziecko w piaskownicy, który rzuca zabawkami w innych wołając: "Nie chcę, nie bawię się z wami" jednocześnie rzucając piaskiem w oczy, a potem z płaczem żądając ponownego przyjęcia do zabawy. Być może ten temat wciąż będzie wzbudzał nie małe kontrowersje pośród fanów Dream Theater i przyznaję, że nadal, nawet po upływie tych pięciu/sześciu lat jest to grząski grunt do rozmów. Trzeba się jednak z nim pogodzić lub jak sami muzycy podkreślają w książce zaakceptować sprawy takimi jakim są, albo dać sobie po prostu spokój.

Książka nie należy też do grubych, bo nieco ponad czterysta stron, wliczając w to dyskografię zespołu (w której zabrakło epki "Wither") i zdjęcia z archiwów grupy przedstawiających ich w różnych, opisywanych na jej łamach okresach. Zdecydowanie, zwłaszcza z perspektywy czasu, który minął od jej wydania, brakuje fragmentów poświęconych dwunastemu albumowi grupy zatytułowanemu po prostu "Dream Theater" czy o najnowszym, z różnych powodów rozczarowującym tegorocznym dwupłytowym (koszmarku) "The Astonishing". W książce wspomina się o Liquid Tension Experiment, które wprowadziło do Dream Theater Jordana Rudessa, o którego grupa zabiegała już po odejściu Kevina Moore'a, ale o Liquid Trio Experiment milczy. Wspomina się o projekcie Myunga Platypus, ale o jego kontynuacji już bez Dereka Sheriniana The Jelly Jam milczy. Wspomina się o pierwszej płycie solowej Jordana Rudessa "Listen", ale już o kolejnych nie. Nie poruszony został także temat jego zamiłowania do tworzenia aplikacji dźwiękowych czy współpracy z The Symphonic Theater of Dreams, nie wspominając nawet o samym projekcie Michała Mierzejewskiego. Nie ma też mowy o jedynym solowym albumie Johna Pertrucciego (o którego nastepcy mówi się od lat), ani o solowych płytach Jamesa LaBriego, zarówno wydanych pod szyldem Mullmuzler, jak i tych już pod własnym nazwiskiem czy o ostatnim utworze nagranym jeszcze z Portnoyem, a mianowicie instrumentalnym "Raw Dog" nagranym na potrzeby gry "Gods Of War". Moim zdaniem bardzo ogranicza to spojrzenie na zespół, nawet jeśli wciąż mówimy tylko o Dream Theater. Sądzę, że kilka zdań na te kwestie uatrakcyjniłoby lekturę i rzuciłoby na twórczość tego nietuzinkowego zespołu więcej światła, zwłaszcza dla tych, którzy swoją przygodę z nimi dopiero zaczynają, a sięgnęli po biografię żeby lepiej poznać grupę.

Nie jest to więc według mnie do końca książka odpowiednia dla tych, którzy Dream Theater dopiero poznają i chcą zrozumieć, choć niewątpliwie będzie ona atrakcyjna i pozwoli lepiej oswoić się zarówno z samą muzyką grupy jak i jej twórcami. Jest to pozycja systematyzująca historię zespołu, porządkującą ją i zbierającą wypowiedzi muzyków i innych zaangażowanych w opowieść o Dream Theater, po którą powinni sięgnąć wszyscy Ci, którzy znają ją od lat, dorastali z nią i cały czas do niej wracają. Również Ci, którzy już dawno z ich muzyki wyrośli lub z sobie znanych powodów odeszli od słuchania zapewne przeczytają, jeśli jeszcze tego nie zrobili, z zadowoleniem. Jednocześnie nie jest to pozycja pozbawiona wad - może nieco razić pozbawiony własnego zdania styl pisarza (co jak podkreśliłem akurat uważam za plus), czy zarysowany jedynie końcowy fragment książki opisujący moment wydania "ADTOE" i brak dalszego ciągu czy kilka błędów składniowych, stylistycznych czy nieco kontrowersyjnego moim zdaniem tłumaczenia tytułów poszczególnych rozdziałów (wynikających zapewne z tłumaczenia polskiego wydania). Podsumowując, jest to warta uwagi książka o jednym z najciekawszych i wciąż budzącym wiele emocji zespole, który na stałe wpisał się w historię muzyki nie tylko progresywnej, ale szeroko pojętego rocka i metalu. Nadmienię też, że świetnie się ją czyta z podkładem muzycznym odpowiadającym kolejnym etapom zespołu, czyli z kolejnymi płytami Dream Theater lecącymi w tle.

 


Recenzja pochodzi z bloga LupusUnleashed i została opublikowana 16 maja 2016 roku.

Date

02 październik 2017

Tags

Recenzje